9.4.2016

Profesor, który nigdy nie zwalnia

 
 
 
Z hasła "przed zawałem serca uciekaj na własnych nogach" uczynił swoje życiowe motto. 85-letni profesor Jan Ślężyński wciąż pracuje na AWF-ie i zawstydza swoją sprawnością młodzież.
 
 
 
 

Jego studentami byli Justyna Kowalczyk i Robert Korzeniowski. Ten ostatni wspomina, że... Ślężyński zawsze darzył specjalną atencją kobiety. - Pan profesor zawsze był bardzo elegancki w stosunki do pań, taki trochę czaruś szarmancki. I taki został - mówi Korzeniowski.

Profesor Jan Ślężyński to człowiek instytucja. Od zawsze związany ze sportem: jest instruktorem żeglarstwa, jazdy figurowej na lodzie i narciarstwa zjazdowego.
Nie ma "nie chce mi się"
Od ponad 45 lat wykłada na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach. Tytuł profesora odebrał z rąk Lecha Wałęsy. - Dosyć mocno się tym faktem chwalił - wspomina rektor AWF w Katowicach prof. Adam Zając.
W swojej naukowej karierze, prof. Ślężyński, skupił się na korygowaniu wad postawy. Do dziś każdy dzień rozpoczyna o 5 rano serią ćwiczeń, z którymi miałaby problem niejedna młoda osoba. Na spotkaniu z uczniami jednej ze szkół, stanął na rękach, na które wcześniej - podobnie, jak na nogi - nałożył obciążniki. Dzieci nie kryły zachwytu. - Nasi dziadkowie by tak nie potrafili - kręciły głowami dzieci.
- Ja się zawsze mobilizuję do ćwiczeń. Nie ma "nie chce mi się". Mam to we krwi i organizm się domaga ćwiczeń - mówi nam profesor. W 2001 roku, postanowił uczcić swoje 70 urodziny, wykonując... 201 razy stanie na rękach. - To trafiło do Księgi Rekordów Guinnessa - nie kryje dumy Ślężyński.

Poszła w ślady dziadka
Był trzykrotnie żonaty. Ma dwoje dorosłych dzieci i troje wnucząt. W ślady dziadka poszła najmłodsza wnuczka, Marzena, która skończyła studia na AWF-ie, a obecnie jest słuchaczką studiów doktoranckich. - Rodzice rozwiedli się, kiedy miałam 4 latka, mama wychowywała mnie sama. To dziadek był taką osobą, do której zawsze mogłam się zwrócić. Spędzałam z nim każde wakacje - mówi nam pani Marzena, przygotowując dla dziadka obiad.
- On  nie trzyma diety dla sportowców. Je, co lubi - mówi, przypiekając boczek do spaghetti. Od córki profesora, Iwony, dowiadujemy się, że codziennie na śniadanie zjada zupę mleczną, z całego litra mleka. - To na dzień dobry! Musi być - mówi Ilona Ślężyńska.

"Przed zawałem serca uciekaj na własnych nogach"
Co drugi dzień profesor Jan Ślężyński pokonuje długie dystanse na uczelnianej pływalni. Dzięki temu w ostatnich latach zdobył aż 27 medali w mistrzostwach Polski w kategorii "osiemdziesiąt plus". Na basenie zagaduje studentki. Kiedy dowiaduje się, że nie miały z nim zajęć, nie kryje żalu: - To wielka szkoda! Duża strata!
- Pan profesor zawsze był bardzo elegancki w stosunku do kobiet, taki trochę czaruś szarmancki. I taki został - śmieje się Robert Korzeniowski. A już na poważnie dodaje, że Ślężyński to wyjątkowy wykładowca. - Osoba absolutnie ponadprzeciętna, która nie tylko była naukowcem, pedagogiem, ale miała też misję – twierdzi jeden z najwybitniejszych polskich sportowców.
- Gdzie tylko mogę, propaguję hasło: "przed zawałem serca uciekaj na własnych nogach" - mówi profesor, który park przemierza najchętniej na rolkach. - Mąż powtarza, że jestem u niego na pierwszym miejscu. Zaraz po nartach i żaglach - uśmiecha się dr Alicja Wołyńska-Ślężyńska, żona profesora, a w przeszłości jego studentka.
Jeszcze w kwietniu profesora czeka start w Pucharze Polski w pływaniu. Jesienią planuje wziąć udział w Mistrzostwach Świata w pływaniu.

 
 

Przeczytaj również:

26.6.2016

Dojrzali! Wspaniali!