21.10.2016

Po co myśleć o starości?!

 
 
 
Jest najprawdopodobniej najstarszą ekspedientką w Polsce. 94-letnia Klara Wrona – w przeszłości nauczycielka – czerpie siłę i radość z kontaktów z klientami swojego sklepu. Codziennie wstaje przed szóstą rano i – jak podkreśla z dumą – porusza się bez pomocy kul czy laski. O starości nie myśli wcale. – Po co? – dziwi się pani Klara
 
 
 
 

- Ten sklepik to jej świat. Dzięki niemu ma kontakt z ludźmi. Rozmawia z nimi. To jej pasja – nie ma wątpliwości syn pani Klary, Bogumił Wrona. A jedna z klientek opowiada nam, że kiedy wraca od pani Klary mówi zawsze, że była „w sklepie u pani babci”. - Bo tak ją nazywamy. To jest bardzo sympatyczna pani. W jej sklepie panuje swojska atmosfera – tłumaczy kobieta. Jeden z klientów przyszedł tylko po chleb. Pani Klara od razu zagaduje: – A do chleba co pan weźmie?

I proponuje specjał, po który – jak podkreśla- jeździ aż do Katowic.  - Jak pan przyjdzie następnym razem to pan powie, czy było dobre – zachwala. (W rzeczywistości pani Klara, jak przystało na rodowitą Ślązaczkę, mówi gwarą – dop.red.).

Klara Wrona ma 94 lata i od ponad dwudziestu lat prowadzi sklep spożywczy w centrum Wodzisławia Śląskiego. Ma dwoje dzieci, czworo wnuków i troje prawnuków. Jej mąż zmarł 30 lat temu. Pani Klara rzadko znajduje czas na wspomnienia, ale pamięć ma wciąż znakomitą. – Kiedy wybuchła wojna miałam 17 lat – opowiada. Całe życie pracowała: uczyła matematyki, fizyki i francuskiego, prowadziła także katechezę. Z naszą reporterką odwiedza swoją przedostatnią szkołę. Jedna z nauczycielek wspomina, że klasach, w których uczyła pani Klara zawsze panowała kompletna cisza. – Ja kiedyś nawet myślałam, że pani może jest w tej klasie sama? Że dzieci nie przyszły, albo co? Jak Pani to robiła? – dziwi się.  Pani Klara wyjaśnia, że od uczniów zawsze wymagała dyscypliny. – Ale żeby się pośmiać, pożartować, też był czas! – śmieje się.

Kiedy przeszła na emeryturę, otworzyła sklep. Decyzja była zrozumiała: rodzice pani Klary prowadzili piekarnię, więc miała doświadczenie w handlu. Dziś  stara się każdą chwilę wypełnić pracą: sama zamawia towar i prowadzi rachunki w sklepie. Razem z synem jeździ też do hurtowni. Jak z dumą podkreśla, jest w pełni samodzielna. - Chyba jestem jedyną osobą, która w tym wieku chodzi bez laski! – mówi. Choć przyznaje, że zdarza jej się czuć źle. Ma trudności ze schylaniem się. – Bo w takiej pozycji trudno mi oddychać – wyjaśnia. Pani Klara nie wyobraża sobie życia bez sklepu. Przyznaje jednak, że najszczęśliwszy okres jej życia to były lata w szkole. Pewnie dlatego, na emeryturę odeszła mając… 76 lat! Kult pracy pozostał jej do dziś. – To jej sposób na przetrwanie – mówi syn pani Klary, która odpoczywa tylko raz w roku: w sierpniu, na Suwalszczyźnie. W tym roku – pierwszy raz! – sama nie wiosłowała. Do kajaka weszła tylko, jako pasażerka.  - Nie ma to, jak być młodym. Tyle, że ona, ta młodość, już nie wróci – wzdycha pani Klara.

Jeszcze kilka miesięcy temu unikała lekarzy i nie zażywała żadnych leków. Gdy w lutym zaczęła mieć coraz większe duszności okazało się, że ma zapalenie płuc, przechodzony zawał i uszkodzone serce. Odcięta od codziennej aktywności i pracy na kilka tygodni straciła chęć do życia. – Nie potrafiła się otrząsnąć. Była strasznie słaba i nie miała apetytu. Siedziała i nie robiła nic. A to nie do pomyślenia u mojej mamy! Nawet nie potrafiła się modlić – wspomina jej córka, Agnieszka Szostek.

Na szczęście pani Klara szybko wróciła do świetnej formy. W tym tygodniu  miała pierwsze po pobycie w szpitalu badania kontrolne pracy serca. Wyniki są dobre.

Kiedy nasza reporterka pyta ją, co myśli o starości, słyszy, że temu zagadnieniu pani Klara nie poświęca żadnej uwagi. – Po co się przejmować tym, co będzie w przyszłości? Jak Bóg pokieruje, tak będzie – mówi pani Klara.