2.8.2016

Starość nie tak powinna wyglądać

 
 
 
Bardzo często przechodzimy obok, nawet nie zwróciwszy na nich uwagi. Starsi ludzie, którzy – wprost z chodnika – usiłują sprzedać kwiaty, warzywa z ogródka, a nawet ubrania czy używane buty. Wszystko to, żeby zarobić, chociaż kilka złotych.
 
 
 
 

Jedna ze starszych pań oferuje buty za 5 zł, do sprzedania ma też np. używaną patelnię. - Ktoś kupi! Dlaczego nie? - nie traci nadziei. Większość osób, które tak jak ona sprzedają na ulicy, dorabia do emerytury. Dla części to także szansa na jakikolwiek kontakt z ludźmi, zabicie wolnego czasu, poradzenie sobie z samotnością.

"Od pięciu lat nie byłam w mięsnym"


Na warszawskim targowisku "Bakalarska" emerytka oferuje fasolkę szparagową i szczypiorek. - Z mojego ogrodu, bez nawozu - zachwala. - Można sobie dorobić tak sprzedając? - pyta ją reporterka. - Ciężko… A ile się trzeba napielić, "nadziabać"! - narzeka starsza pani, ale jakiś sens takiej sprzedaży jest. - Na chleb i masło starczy. Syn i mąż mi zmarli. W jedną osobę bardzo ciężko jest żyć - opowiada kobieta, która, jak co dzień, wstała o 4 rano. To, co próbuje sprzedać, wcześniej sama musiała zebrać z ogrodu. - Biodro mnie boli, to pewnie od kręgosłupa - narzeka.
Na jednym z ruchliwych skrzyżowań kolejna staruszka siedzi na murku. Ubrana jest w żółty, fioliowy płaszcz przeciwdeszczowy. Sprzedaje warzywa i kwiaty. - Co ja biedna zrobię? Czy pani mi uwierzy, że ja już pięć lat nie byłam w sklepie mięsnym? - mówi kobieta, której ręce są spracowane i brudne od pracy w polu. Na cały dzień zabrała dla siebie tylko kanapki, które już się skończyły. Obiadu nie będzie. Jest samotną wdową. - Na miesiąc mam 500 zł. Muszę dorobić - mówi kobieta.

Ubrania, buty i zabawki


Handlować można wszystkim. Wystawiane na chodnikach stare ubrania, buty czy zabawki często pochodzą wprost z piwnic czy wręcz - śmietników. Handel nie idzie łatwo. Edward Kowalski, emeryt z długą siwą brodą, usiłuje sprzedać buty po 5 zł. - Niech pani da, chociaż dwa złote - kapituluje wobec braku zainteresowania. - Wypierze pani i będzie pani chodziła. Eleganckie są! - przekonuje przechodniów. Handluje tym, co - jak mówi - udało mu się "uciułać" w domu. - Życie mnie do tego zmusza. Żonę mam chorą, syna też - mówi emeryt, który kiedyś pracował w wojsku. - Cały dzień można tak stać i ani złotóweczki nie zarobić - narzeka pan Edward.
ofia Kardecka ma dziś do sprzedania tylko kilka par butów. - Żeby było na chleb - mówi wprost. Kobieta mieszka sama. W pokoju już przygotowane ubrania, które będzie usiłowała sprzedać następnego dnia. - O! To jest, proszę pani, garsonka z Londynu! - nie kryje dumy, demonstrując towar. Nie chce jej zostawić dla siebie? - Nie! Za stara jestem - mówi pani Zofia. Do sprzedania ma jeszcze jedną garsonkę i marynarki. Handlowanie nie przychodzi jej łatwo. Szczególnie, kiedy jest słońce. - Mam astmę - narzeka kobieta. Dziś sprzedała dwie pary adidasów i swoje letnie buty. - Zarobiłam 30 zł, to zawsze coś. Kupię za to coś do jedzenia: pomidory, chlebek, masełko - wylicza pani Zofia. Kobieta żyje z emerytury pielęgniarki, czyli 1000 zł. - To jest dziadowska emerytura! Tylko same leki kosztują mnie 300 zł miesięcznie - narzeka pani Zofia.

"Życie nie jest bajką"


W małych miasteczkach, asortyment handlu jest nieco inny. Zamiast używanej odzieży widać owoce sezonowe. Starsi ludzie sprzedają też miody, sery, jaja i owoce leśne. Janina Szwed cały dzień zbierała jagody. Jej rekordowy utarg to 150 zł zarobione w jeden dzień. Dziś, niestety, chętnych na jagody jakoś brak. A pieniądze są potrzebne. Kobieta zarabia na całą rodzinę. - Jak coś przynoszę, to wnuki się uśmiechają - mówi pani Janina. - Starość nie jest przyjemna. Bardzo boli mnie kręgosłup. Życie nie jest bajką - dodaje starsza pani.