24.12.2016

Wiek nie ma nic do jakości życia!

 
 
 
Chociaż ma 77 lat i ma doktorat z psychologii, wciąż pracuje, uczy się i pisze kolejne książki. Ewa Woydyłło - specjalistka od terapii uzależnień - tłumaczy jak fatalne skutki ma oddalanie się młodego pokolenia od seniorów.
 
 
 
 
 
Starsze pokolenie i jego problemy, to dla znanej psycholożki kwestia priorytetowa. O tym, jak traktuje się tę grupę wiekową, mówi z ogromną pasją. - Starsi ludzie mają za darmo bilety na komunikację miejską, a teraz też leki. To świadczy o tym, że my skazujemy te osoby na to, żeby tramwajem jeździły do apteki! A tak naprawdę, to gdyby był program 500 + dla seniorów, to nasze społeczeństwo stałoby się dużo bardziej światłe, mądre. Lepsze - mówi Woydyłło. I podkreśla, że w krajach, w których status ekonomiczny seniorów jest dobry, wcale nie trzeba ich aktywizować. Sami świetnie sobie radzą.
Zepchnięci na boczny tor
Dlaczego w naszym społeczeństwie seniorzy są spychani na boczny tor? Zdaniem Woydyłło wiele złego sprawia fakt, że młodzi ludzie nie obcują na co dzień ze starszymi. - Proces międzypokoleniowego oddalania się trwa już od dziesięcioleci. Bardzo wielu ludzi na co dzień nie miało babci czy dziadka. Widują ich, owszem, ale sporadycznie: na Wigilię, czy urodzinach. Tacy ludzie są potem zaskoczeni, że ktoś wolniej chodzi, albo nie może siedzieć przy otwartym oknie z obawy przed przeziębieniem - tłumaczy Woydyłło, która swojego wieku wcale nie ukrywa. - On nie ma nic do jakości życia! Człowiek, bez względu na wiek, może żyć fajnie, albo niefajnie. I ja spotykam chyba więcej młodych, którzy żyją niefajnie, niż starszych - mówi terapeutka.
Tym, co niszczy życie seniorów, jest samotność. Woydyłło przekonuje, że seniorzy wcale nie są na nią skazani. Oczywiście nie wrócimy już do modelu rodzin wielopokoleniowych. - Ale można zadzwonić i zaprosić do siebie, do domu, choćby na szarlotkę - apeluje. Oczywiście bywa też tak, że młodzi zwyczajnie nie chcą spędzać czasu w towarzystwie seniorów. Dlaczego? Bo tamci uważają, że z racji swojego wieku już nic nie muszą. - Uważają, że niczego nie wolno od nich wymagać. Reprezentują postawę: "Nie będziesz mi mówił, co mam robić. Swoje przeżyłem to wiem". Z takimi osobami nie lubimy przebywać. Bardzo wiele starszych osób właściwie zasługuje na swój samotny los, bo są nie do wytrzymania! Wnuk nie ma ochoty jeść u babci tłustych racuchów, siedzieć i patrzeć na serial. On nie ma na to chęci, w związku z czym nie będzie do tej babci przychodzić. Kto powinien ustąpić? Ja uważam, że starszy wiek zobowiązuje - wskazuje psycholożka.
Spełniona nie tylko w pracy
Sama Woydyłło jest najlepszym dowodem na to, że wiek nie ogranicza rozwoju. Terapeutka wciąż się uczy. Po 50. nauczyła się języka niemieckiego. - Teraz w tym języku pracuję! - nie kryje dumy.
A na pytanie, który okres swojego życia zalicza do najbardziej udanych, odpowiada bez wahania: - Obecny. Jak miałam małe dzieci to o Ewie Woydyłło nikt nie słyszał. W miarę jak one się usamodzielniały, ja zaczynałam mieć czas na pracę. Praca jest czymś, co szalenie lubię - mówi psycholożka.
Ewa Woydyłło jest spełniona nie tylko w pracy. Prywatnie jest żoną i matką dwóch córek oraz babcią. Terapeutka w najnowszej książce pod tytułem "Ludzie, ludzie…", opisując ludzkie charaktery, zachęca do zmian wyniszczających zachowań  i daje nadzieję, że jest to możliwe na każdym etapie naszego życia.